piątek, 8 listopada 2013

Wymiot nr 2.


Niedobrze mi ostatnimi czasy, czego efektem jest kolejny wymiot. Co tym razem...? Dla odmiany odrobina metalu, lecz zapewniam, że całkowicie wolnego od smrodu kuców, przyprawiona w dodatku solidną dawką folku. Zapraszam na recenzję Korpiklaani...


Naprawdę uwierzyliście? Autor posiada wiele wad i dysfunkcji, jest jednak w stu procentach heterykiem, zatem osoby chcące poczytać słowne masturbacje nad homoseksualnymi, wsiurskimi potupajcami muszą znaleźć sobie innego bloga do czytania.

Przechodzimy do sedna. Dziś na warsztat idzie poboczny projekt Satyra i Fenriza, czyli folkmetalowy Storm. Jest dokładnie na odwrót, niż pisałem na początku, ponieważ w istocie otrzymujemy tradycyjne skandynawskie melodie ludowe w zmetalizowanej wersji. Jeśli cały tzw. folk metal podzielić na dwie kategorie: wsiurskie i gejowate potupajce dla kuców i na coś, co ma w sobie to nienazwane "coś więcej", Storm zdecydowanie należy przypisać do tej drugiej. Na dobrą sprawę zawartość muzyczna ich jedynego "Nordavind" mogłaby spokojnie służyć za kompletną definicję wspomnianej kategorii, gdyż równowaga pomiędzy metalowym ciężarem a ludowością została zachowana w znakomitych proporcjach. Słychać tu (a także widać i czuć) wszystko to, co powinno kojarzyć się ze Skandynawią: chłód, mróz, smutek, nostalgię, fiordy, lasy, smród palonych kościołów... aż chce się oddychać pełną piersią! Dodatkowego klimatu nadaje fakt, że wszystkie piosenki wykonane są w języku norweskim.

Na szczególne wyróżnienie zasługuje utwór "Noregsgard", którego motyw przewodni osobom twierdzącym, że mają choćby minimalne pojęcie o norweskiej scenie BM, powinien od razu skojarzyć się z jej "kwintesencją". Taka gra słowna, dobra, nie?

Polecam z całego serca, to właśnie jeden z tych przypadków, kiedy w żadnym wypadku nie piszę o niczym ładnym, za to z całą pewnością o czymś pięknym. Na swój mroczny sposób, rzecz jasna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz