W poprzednim poście wspominałem o ruchu we współczesnej w muzyce, którego jednym z postulatów jest ponowne uruchomienie obozów koncentracyjnych, prawda? Mimo, że sam nie przepadam za wąsatym malarzem z Austrii, to darzę pewnym sentymentem zespoły mniej lub bardziej jawnie się do niego odwołujące. Jak się zastanowić, to również byłbym za wysłaniem znacznej ilości ludzi na obóz, na którym leczy się problemy z koncentracją, lecz głównym kryterium przy wprowadzaniu pod prysznic nie byłoby pochodzenie, a niskie IQ. Taka już ze mnie tolerancyjna osoba, że każdemu daję równe prawo do godnej utylizacji, a w dzisiejszych czasach podczłowiekiem może być każdy i sami pewnie zauważyliście, jak wielu ich żyje pośród nas...
Ale wracamy do muzyki. Do brzydkiej muzyki, proszę państwa. Do brzydkiej, prostackiej i chorej muzyki, której jednocześnie słucha się z przyjemnością. Rosjanie z М8л8тх bowiem, podobnie jak Branikald czy Forest, wyłamują się z ogólnej zasady związanej z NSBM, która głosi: "im więcej <hitlerowania> i <aryjskości> w warstwie lirycznej, graficznej i symbolicznej, tym bardziej gówniana muzyka", którą to doskonale spełniają kapele w rodzaju Wolfnacht czy Der Stürmer. Rosjanie jednak, mimo dwóch ósemek (które z całą pewnością nie oznaczają tu "Heil Hammer") i swastyki w logo, grają dość sprawnie. Na swoim najnowszym wydawnictwie łączą najciekawsze elementy z dwóch poprzednich albumów:, nie zabraknie tu zatem wysokiego i histerycznego skrzeku wokalisty, ani skocznych i chwytliwych momentów, do których głowa sama się kiwa. Miłośnicy porządnego dorzucenia do pieca również znajdą coś dla siebie, choć nie będzie to już ten poziom rzeźni, co kiedyś. Początkowo zawiódł mnie całkowity brak instrumentów folkowych, nie ma tu ani jednego pierdnięcia na bałałajce czy też dmuchnięcia w fujarkę, jest jednak coś, co bez problemu nam to zrekompensuje: pomiędzy utworami umieszczone zostały trwające od minuty do prawie dwóch i pół przerywniki, które budują klimat całego albumu. Usłyszymy tu narratora opowiadającego nam całą "sagę o czarnym marszu", nie zabraknie też fragmentów wystrzałów i eksplozji, co w efekcie daje smaczek kojarzący się z muzyką z szufladki martial industrial. Te interwały znakomicie zgrywają się z metalową zawartością i choć niektórzy mogą uznać je za zwykłe zapychacze, osobiście uważam, że bez nich wydawnictwo straciłoby dużo ze swego klimatu, a o klimat wszak w bm chodzi, czyż nie? Można jeszcze dodać, że oprócz zupełnie nowych numerów pojawia się nowa wersja ""И всё же будет так", która brzmi inaczej, ale nie sądzę, że lepiej od wersji z albumu "Непоколебимая вера", po prostu inaczej, jakby "ładniej".
Na zakończenie słowotoku napiszę, że polecam zapoznanie się z tym materiałem z całego swojego gorejącego ogniem nienawiści do podludzi aryjskiego serduszka.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz