sobota, 16 listopada 2013

Czas na coś naprawdę brzydkiego.

 Wena nie przechodzi, zatem należałoby dorzucić do pieca kolejnym wymiotem. Czas na zrecenzowanie nieco bardziej zaangażowanej muzyki - przed państwem zespół pieśni i tańca obozowego - Ohtar, ze swoim znakomitym "Petrified Breath of Hope". Dźwiękowy holokaust, który sugeruje okładka, rozpoczyna się dość szybko, wystarczy poczekać, aż rozkręci się otwierający album "Poison Me Samaritan" - motyw przewodni w tym utworze utylizuje wszystkich przeżartych polityczną poprawnością durniów, a jesli któryś przeżyje dźwiękową czystkę - czeka go jeszcze sześć kawałków do przetrzymania.

Brzmienie jest odpowiednio surowe, jak przystało na black metal, a jednocześnie na tyle przejrzyste, aby mieć pewność, że nie nagrywano go w komorze gazowej... choć wsłuchując się w wokal, który wręcz "wwierca" się w czaszkę, można mieć co do tego lekkie wątpliwości. Kolejnym mocnym punktem (właściwie to ciężko znaleźć tu słabe punkty...) tego albumu jest rozpoczynający się niezwykle motorycznym riffem "Elite? Dust (Sometime...)", który od razu zapada w pamięć. To niewątpliwy urok tego albumu: posiada dużo chwytliwych momentów, które sprawiają, że chce się do niego wracać - tkwi w tym pewien paradoks, ponieważ ponury i odpychający z założenia materiał niekiedy okazuje się być wręcz przebojowy.

Ohtar, jak już wspomniano na początku, jest związany z nurtem muzyki zaangażowanej na rzecz ponownego uruchomienia obozów koncentracyjnych, lecz w przeciwieństwie do wielu tego typu grup doskonale broni się samą muzyką i może bez żadnych kompleksów konkurować z bardziej popularnymi i ugrzecznionymi grupami, a często wręcz je przewyższać.


P.S. Chciało mi się płakać, gdy wciągnęło mi taśmę z tą muzyką.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz