piątek, 3 października 2014

Puls. W sensie, że go jeszcze mam, nie?

Tyle mi zajęło budzenie się, że zaraz znów trzeba iść spać, bo idzie jesień. Martwa i polska. Ale skoro już sobie przypomniałem, że mam swój mały grajdołek w sieci, to postaram się coś napisać w najblizszym czasie. Zapewne o jakiejś muzyce, której i tak nikt nie lubi, albo o książkach, których statystyczni Polacy nie czytają.

piątek, 14 marca 2014

Pobudka.


Jak każdy troll, potrzebowałem trochę zimowego snu, stąd milczenie. Powoli nadchodzi jednak czas na pobudkę, przyszła bowiem Wiosna. Wiosna, na wzór nastoletniej dziewoi, kusi swoją niewinnością i dodaje każdemu mężczyźnie sił dzięki świeżości swojej... zaraz, ale ja nie o tym. Wiosna to czas odrodzenia. Czas radości. Czas zwycięstwa światła nad mrokiem. To moja ulubiona i najbardziej pozytywna pora roku (nie licząc końcówki maja, gdy zaczyna mnie męczyć jakieś pylące cholerstwo) i w związku z tym na blogu pojawi się odrobina pozytywnej muzyki. Zapraszam zatem do zapoznania się z recenzją mojej uluibionej kapeli reggae...

Tani żart, wiem. Napiszę dziś o białoruskiej grupie noszącej nazwę, na której przy pierwszej próbie można trochę nadłamać język. Przed wami Kamaedzitca! Zespół tworzy niezwykle oryginalną mieszankę metalu (głównie lżejszego blacku), "bujającego" hardcore'a i muzyki ludowej. Kamaedzitca to jednak nie tylko muzyka, to grupa ludzi niezwykle zaangażowana w promowanie wartości patriotycznych, antykonformistycznych i pogańskich, a jeśli dodamy do tego straight edge i zachętę do dbania o kondycję i rozwój intelektualny - to otrzymamy niezwykle wybuchową mieszankę, w sam raz dla pretendujących do miana nadludzi młodych buntowników. "Rasizm" prezentowany przez zespół również ma dość nietypowe oblicze, w wydaniu Białorusinów nie oznacza on bowiem bezmyślnej przemocy wobec ludzi o innym kolorze skóry, ale właśnie dbanie o jakość własnej rasy poprzez samodoskonalenie się. Muzyka zespołu daje niesamowitego energetycznego kopa i pozytywnie nastraja do życia, idealnie zatem współgra z aurą za oknem. Zamiast recenzji konkretnej płyty, podaję linka do jednego z ulubionych utworów. Słuchać i samodoskonalić się, władza nad światem nie przejmie się sama.

poniedziałek, 13 stycznia 2014

I myk w nowy rok!

Przez chwilę chciałem nawet nabazgrać coś w rodzaju muzycznego podsumowania, ale potem doszedłem do wniosku, że to zbyt mejnstrimowe, a nie osiągnąlem jeszcze takiego poziomu opiniotwórczości, aby tego typu zestawienia z mojej strony miały jakąkolwiek wartość.

Wszystko jednak przede mną, nadejdzie jeszcze czas, gdy zostanę opiniotwórczym bloggerem pełną (trollową) gębą. Gdy uznam, że jakaś muzyka jest gówniana, będziecie czuć smród szamba, gdy przystawicie nos do głośników, a na swoich uszach odkryjecie zabrudzenia po kale, gdy zdejmiecie słuchawki. Bo tak, po prostu, bez względu na to, co sami uważacie.

A co będzie dziś...? Nic wielkiego, tylko wypowiem na głos pewne marzenie. Chciałbym kiedyś zorganizować wielką akcję, której celem będzie renowacja obozów koncentracyjnych, a także otwarcie nowych w innych miejscach Polski, bowiem z każdym dniem odczuwam coraz większą konieczność rozpoczęcia utylizacji wszelkiej maści podludzi, jacy otaczają nas ze wszystkich stron. I nie naszło mnie to tylko dlatego, że ostatnio podróżowałem PKP przez praktycznie całą Polskę i ze wszystkich stron mijały mnie stada oserduszkowanych kretynów i sępów z puszkami, choć z pewnością ich nachalna obecność przyczyniła się do pewnego nasilenia tych myśli. I kac, tak. Kac jest okropny, ale jak wyżyć w tym świecie na trzeźwo? Jest on wszak nie do przyjęcia, jak mawiał klasyk.

Nie zamierzam przy tym popełniać błędów poprzednich ludobójców: w dzisiejszym świecie nie można nikogo dyskryminować, zatem nie będę stosować kryterium etnicznego ani rasowego, kryterium oparte na IQ i poziomie oczytania wydaje mi się czymś znacznie lepszym.

Są takie problemy, które rozwiązać można tylko ostatecznie.