No, to mamy piąteczek, piątunio, weekendzik, melanżyk, balety, wariaty i co tam kto lubi. Mamy też chwilkę czasu, bo postanowiliśmy spędzić ten piątek w trzeźwości i odosobnieniu, które to stany sprzyjają procesowi powstawania grafomańskich wymiocin. Do dzieła zatem.Zbliża się zima, ale że sporo jeszcze brakuje do siarczystych mrozów, ba, nawet nie było jeszcze porządnie zimno, zatem zajmę się czymś względnie łagodnym. Cóż to takiego? Ukraiński Khors ze swoim drugim albumem pod tytułem "Cold".
Na tej płycie brzmienie zespołu jest jeszcze względnie surowe w porównaniu z tym, co serwują nam na późniejszych wydawnictwach (o czym pewnie napiszę innym razem, a co na potrzeby tego tekstu enigmatycznie określę jako "blackmetalowe Pink Floyd"), lecz nie należy oczekiwać zbyt wielkiej ilości siarki. Jeśli cokolwiek tu nią zalatuje, to wokal, aczkolwiek jest to aromat dość ulotny. W kwestii muzycznej dużą rolę odgrywają instrumenty klawiszowe, które to budują całkiem interesujące tła dla "płynąco-szumiących" gitarowych riffów i niesamowicie nastrojowych solówek. Tak, Ukraińcy nie wstydzą się solówek i nie żałują ich, można ich tu usłyszeć naprawdę sporo, choć utrzymane są raczej w wolnych i średnich tempach, bez nikomu niepotrzebnych kucowatych galopad. "Cold" to zima w bardzo łagodnym wydaniu. Taka, którą możemy bezpiecznie obserwować zza okna, siedząc w ciepłym mieszkanku i podziwiając jej piękno, oddawać się przemyśleniom, bowiem Khors tworzy dość atmosferyczną i refleksyjną muzykę, przy której jednak nie zaśniemy z nudów.
Szczególnie zapadającym w pamięć momentem jest "gwizdana" melodia w kawałku "Conscious Burning", przyznam, że zdarzyło mi się przy niej wielokrotnie odpłynąć myślami gdzieś daleko i zawsze była to przyjemna podróż.
Podsumowując (bo tak wypada), jest to kawał przyjemnego i atmosferycznego grania, zaś tytułowe zimno nie jest szczególnie groźne nawet dla człowieka, który nie obcuje na co dzień z black metalem.
P.S. Znam tę płytę praktycznie na pamięć, ale przyjemnie było do niej wrócić na potrzeby pisania tej recenzji. Wspomniany "odpływający" moment nadal działa, zatem polecam.
P.P.S. Jak się dobrze poszuka, można dostać niebieską koszulkę z motywem z opisywanej tu płyty. Osobiście polecam, bardzo wygodna, zwłaszcza na lato, można się poczuć lepszym od twardogłowych kuców gotujących się w swoich koszulkach ze Srajbatonem tudzież Slejerem kurwa, a jednocześnie pozostać tró.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz