poniedziałek, 16 grudnia 2013

Całuj tyłek czarnego kota.

Tym razem wracamy do opisywania muzyki, ale jeszcze nie wybieramy się do lasu (nie samym black metalem człowiek żyje), obiecuję jednak, że nie zabraknie klimatu. I miłości do zwierząt.

Czy zespół o takiej nazwie można traktować poważnie? Czy od obcowania z ich twórczością dowolnemu facetowi spodnie gwałtownie nie zwężą się do rozmiarów hipsterskich rurek tudzież miażdżących genitalia jeansów popularnych wśród thrasherów? Czy po włączeniu ich dowolnego kawałka nie nachodzi człowieka na cyknięcie samojebki i opatrzenie jej jakimś przemądrzałym podpisem helveticą?

Wszelkim bogom (poza Allahem i Jahwe, bo śmierdzą) dziękować, ale nic takiego nie ma miejsca. Belgowie z Kiss the Anus of a Black Cat bronią się swoją muzyką - muzyką specyficzną, oscylującą wokół lekkiego rocka i neofolku. W dźwiękach generowanych przez zespół można doszukać się czegoś rytualnego i transowego, a głos ekspresyjny wokalisty zawiera w sobie dużą dawkę emocji. Szczególnie wróżnić należy kawałek, który wciągnął mnie od pierwszego usłyszenia, czyli niesamowicie hipnotyczne "Veneration", które często zdarzało mi się zapętlić. Jest to absolutnie najlepszy punkt albumu, zwłaszcza, gdy utwór się już rozkręci.

Grupę poleciłbym osobom, które lubią się przemądrzać i wozić tym, jakiej to alternatywnej, niszowej i ambitnej rockowej muzyki oni nie słuchają - Kiss the Anus of a Black Cat pozamiata ich przereklamowany chłam i być może jeszcze wyrośnie z tych ludzi coś dobrego, a nie tylko kolejny materiał do utylizacji. Muzyka powinna się też spodobać fanom neofolkowych klimatów, którzy dopuszczają odstępstwa od formuły wypracowanej przez brytyjską "świętą trójcę" tego nurtu, a także wszystkim spragnionym szczerej, niebanalnej i przyjemnej w odbiorze muzyki.


P.S. Nazwa sama w sobie nawiązuje do średniowiecznego rytuału - czarna koszka była bowiem wg powszechnych wierzeń wcieleniem diabła, zatem wiedźmy, chcąc oddać na sabacie cześć szatanowi, całowały kocią dupę jego awatara.

3 komentarze:

  1. Wow, muzyka mi odpowiada, lubię tak płynące klimaty, melodie. Z treścią tak średnio...;P

    A tak w ogóle, nie chcesz może czarnego kotka...?:D A nawet dwóch!
    Znalezione mistyczne koty w lesie...

    OdpowiedzUsuń
  2. Odkryłem ich ostatnio i z początku się odbiłem, bo za lekko, bo za melodyjnie, bo zbyt ulizanie (nic dziwnego - po długim okresie słuchania prawie samych bleczysk...). A potem chwyciło. Przy czym ja zapętlałbym raczej "Argonaut And Magneto" za główny motyw.

    OdpowiedzUsuń