Dziś będzie o zjawisku zupełnie dla mnie niezrozumiałym, a zataczającym coraz to szersze kręgi: o blogach "książkowych"
Recenzują płytkie książki dla intelektualnie kalekich ludzi, w dodatku w kiepski sposób (zamieściłem tu, póki co, jedną recenzję książki - sugeruję porównać ją ze swoimi wypocinami, kochane bloggerki), a jednoczesnie mają rzesze obserwatorów. To trochę jak z muchami zlatującymi się do gówna. Co więcej, istnieją całe wydawnictwa specjalizujące się w marnowaniu papieru na te ich niedorobione książki, które w dodatku nawiązują z tymi domorosłymi recenzentkami współpracę.
Konkretnych przykładów podawać nie będę choćby z tego względu, aby nie nie ulepszać im pozycjonowania nawet tym skromnym i niszowym zapleczem czytelniczym, jakim tu dysponuję.
Nie, to nie jest tak, że zazdroszczę: musiałbym upaść naprawdę nisko, aby zazdrościć bycia kimś takim i posiadania takiej grupy odbiorców. Ja tylko wyrzucam z siebie żółć, jestem wszak trollem, brzydkim i złośliwym stworzeniem, które chce tylko czynić innym szkodę.
Chcę zniszczyć wasze żałosne życia i potraktujcie to jako akt miłosierdzia, bo tym w istocie będzie uwolnienie was z okowów waszej pozbawionej znaczenia egzystencji.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz