Dwa lata w hibernacji. Zmieniło się praktycznie wszystko. Na gorsze.
Dowiedziałem się niedawno kilku nowych rzeczy. Na przykład tego, że istnieje Maria Peszek, która nagrywa wyjątkowo pretensjonalną i kiepską muzykę. Takich artystów jest jednak wielu, więc nie czyni jej to nikim niezwykłym. Jeśli coś jest tu niezwykłe, to poziom płaczu i piekącego bólu zadnicy (ładny rusycyzm, nie?), jaki rzeczona artystka zdaje się czuć z powodu usłyszanej pod adresem swojej twórczości (i osoby zarazem) krytyki. To ja nie wiem, jak to w końcu ma być - jak ktoś chce być kontrowersyjny, to chyba powinien przyjmować krytykę na metaforyczną klatkę piersiową, prawda? Z wyższością ją ignorować, podchodzić do niej z dystansem, obracać w żart, robić cokolwiek. Cokolwiek, tylko nie porównywać wyrażonych w wulgarny sposób emocji w świecie wirtualnym z jak najbardziej rzeczywistym ludobójstwem. To dopiero żałosny przykład gwałtu na zasadzie decorum.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz